Coś z morzem
Że Jóźwa wyszedł z domu pierwsza zobaczyła babcia Cebulkowa. Starowinka, ósmy krzyżyk na karku, całe dnie spędzała w swoim oknie z widokiem na drogę, z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy odnotowując turystów, obmacujące się w krzakach pary, bójki przed wejściem do baru, który ku jej wielkiej uciesze wybudowali zeszłego roku po drugiej stronie ulicy, oraz pijanych w sztok chłopów, wracających z owego baru do domów.
Co mnie wkurza. Między innymi.
Wkurza mnie jak sobie pomyślę o wychowywaniu dziecka w tym kraju. Na szczęście nie mojego. Ja wysiadłem już na przystanku „rozwód wkrótce po ślubie” i ponawiać próby nie zamierzam. Częściowo jest to spowodowane po prostu faktem, iż świat i tak ma do zaoferowania dużo więcej niż będę w stanie doświadczyć w ciągu swojego życia, a czas poświęcony na wychowanie dzieci jeszcze bardziej ograniczyłby moje możliwości. Ale też swój wpływ na moją decyzję miały takie rzeczy jak… Poniżej postaram się opisać, o co mi chodzi. Opis będzie rzecz jasna trochę przerysowany, żeby zaznaczyć tragikomiczność sytuacji, ale poszczególne jego punkty co i rusz wyskakują jak diabeł z pudełka w życiu moim, moich znajomych, oraz przynajmniej w paru przypadkach, o których słyszałem.
Czytaj dalej…
Small Deity
Zainspirowany przez Startup Weekend Warsaw sprzed dwóch tygodni, postanowiłem, że ten weekend wykorzystam do napisania własnej aplikacji internetowej.
Co robię po weekendach zamiast się opieprzać, jak Bozia przykazała:
Ale może od początku.
Startup Weekend Warsaw
Biorę udział w Startup Weekend Warsaw. Zaczęło się w piątek o 18:30, będzie trwało aż do dzisiaj (niedziela) do wieczora. Mamy dwadzieścia projektów aplikacji www, które jeszcze w piątek nie istniały – przynajmniej oficjalnie – a już dziś wieczorem mają działać. Albo przynajmniej udawać, że działają.
Ja wyskoczyłem z pomysłem strategicznej gry przeglądarkowej. Nie przeszedł wstępnej selekcji, ale być może za tydzień lub dwa zrobię sobie „Startup Weekend Marysin” i sam sprawdzę, ile potrafię napisać w 54 godziny. Tymczasem podłączyłem się pod STUDDIN.com – portal studencki mający motywować i sugerować studentom, czego pracodawcy mogą od nich oczekiwać i w czym powinni zdobyć większe doświadczenie, by na koniec studiów łatwo zdobyć pracę pasującą do ich kwalifikacji.
Atmosfera jest świetna, dużo ciekawych ludzi, dowiedziałem się paru ważnych rzeczy o robieniu prezentacji, oraz wystąpieniach przed publicznością. Nie ma to nic wspólnego z Artificial Intelligence, ale i tak tutaj wrzucam ten wpis tutaj, bo do ateizmu i aikido pasuje jeszcze gorzej… hmm, to może kategoria „Rower”?
Jeden człowiek od AI jakiego spotkałem powiedział mi, że jeśli ktoś tu przyszedł z pomysłem wykorzystującym AI, to prawdopodobnie on sam zna się na AI i szuka do zespołu ludzi zajmujących się innymi elementami układanki. Dokładnie tak było ze mną, więc trudno mi się nie zgodzić.
- Pełna lista projektów: http://team.swwaw.com/
- Oficjalna strona Startup Weekend Warsaw: http://warsaw.startupweekend.org/
- Do zrobienia prototypu naszej strony używamy tego: http://www.axure.com/ .otem będzie trzeba to uczytelnić dla zwykłego programisty opartego nie na krzemie, ale na białkach i węglowodanach, dodać javascript i połączyć z serwerem. Ale projekt strony robi się całkiem łatwo. (choć i tak wolę Google Web Toolkit ;P)
- Jeżeli projektujecie www, a nie słyszeliście lepiej o UXPin, to lepiej szybko usłyszcie: http://www.axure.com/
- A tutaj tymczasowa strona projektu STUDDIN.com : http://share.axure.com/Z74G08/
- A tak przy okazji – w Warszawie działa grupa zajmująca się poprawianiem umiejętności przemawiania i prowadzenia wystąpień publicznych: http://www.e-warszawa.com/zabawa/256-Toastmasters_Polska_Club
- Możecie nas też znaleźć na Twitterze pod #swwaw
I w końcu, zajawka portalu, który robiliśmy przez ostatnie 54h.
- Oficjalna strona główna STUDDIN.com
- Prototyp zrobiony przy pomocy Axure: STUDDIN.com/proto - ja robiłem strony profilu studenta: Dashboard, Achievements i Career Profile.
W głosowaniu publiczności zdobyliśmy szóste miejsce na dwadzieścia sześć!
Było Sobie Kłamstwo
W świecie, w którym wszyscy potrafią mówić tylko prawdę jeden człowiek wynalazł kłamstwo.
„Wyglądasz okropnie”
Rugby World Cup 2011
Zainteresowałem się rugby zaledwie kilka miesięcy temu po obejrzeniu „Invictus” – filmu o mistrzostwach świata w 1995 roku, kiedy to do tej pory podzielona rasowo Republika Południowej Afryki (rugby była grą białych – czarni grali w piłkę nożną), z trudem próbująca wymazać apartheid ze społeczeństwa, zjednoczyła się w kibicowaniu swojej drużynie. Po obejrzeniu tego filmu postanowiłem poznać trochę lepiej zasady, obejrzałem kilka meczów, a następnie dowiedziałem się, że we wrześniu i październiku będą kolejne mistrzostwa świata, tym razem na Nowej Zelandii. Dowiedziałem się też, że na Nowej Zelandii rugby to sport narodowy, ich drużyna jest już od dawna pierwsza w światowym rankingu, a mimo to od 1987 roku nie byli w stanie zdobyć pucharu. I jeśli tym razem również im się nie uda, prawdopodobnie cały kraj utonie w oceanie.
Rugby World Cup 2011właśnie się zakończył, Nowa Zelandia zdobyła złoto, all is right with the world. Kibicowałem Francji, głównie ze względu na to, że uczę się francuskiego, ale też dlatego, że jest to drużyna nieprzewidywalna, która już kilkakrotnie powstrzymała Nową Zelandię na drodze do pucharu po to tylko, by w następnym meczu przegrać sromotnie ze zdawałoby się słabszym przeciwnikiem. Tym razem w finale nie udało im się pokonać All Blacks, jak powszechnie nazywa się drużynę NZ – ale za to najpierw w grupie przegrali z Tonga, niepozorną wysepką na Pacyfiku, by w meczu ćwierćfinałowym rozjechać Anglię, mistrza świata z 2003 roku. Grali bardzo nierówno, ale też bardzo ciekawie, na boisku dużo się działo, a ich kapitan, Thierry Dusautoir, został uznany za najlepszego zawodnika mistrzostw. W efekcie potrafię teraz wymienić więcej francuskich rugbistów, niż polskich piłkarzy
Ostatnio w dyskusji na Google+ próbowałem wytłumaczyć zasady rugby w miarę przystępny sposób. Ta gra jest sporo bardziej skomplikowana od piłki nożnej i prawdę mówiąc sam jeszcze nie wszystko rozumiem, ale chyba udało mi się uchwycić najważniejsze rzeczy.
Czytaj dalej…
Prawda was wywali
Dzień 19: Tulln, Wiedeń, Kraków. I podsumowanie :)
Grein – Wiedeń, 165km.
Zaczęliśmy ambitnie, dojeżdżając na obiad do Krems, a później już po prostu jechaliśmy dalej. Dzień był pochmurny, ale rozpadało się dopiero wieczorem, gdy już byliśmy zdecydowani, że jedziemy prosto do Wiednia i nie zatrzymujemy się na żadnym kempingu po drodze. Tylko w Tulln stanęliśmy na chwilę, by zrobić zdjęcie pomnikowi Attyli i Gudrun, oraz by nie zrobić zdjęcia pomnikowi Marka Aureliusza. W zasadzie nie jestem pewien, czemu go nie sfotografowałem. Chyba po prostu wydał mi się dość kiczowaty.
Dzień 18: Linz, Grein
Kaiser – Grein, 97km, plus kilka pociągiem na gapę


