Strona główna > Sztuki Walki > “Bushido” i inne bajki

“Bushido” i inne bajki

Wpisu o technice shihonage dzisiaj nie będzie, albowiem mam lenia, urlop i kaca. Żebyście jednak za bardzo nie płakali zamiast tego zamieszczam poniżej mój artykuł z nieistniejącego już magazynu tradycyjnych sztuk walki “Budojo” – wydawanego zresztą przez dojo o tej samej nazwie, w którym obecnie ćwiczę i w którym nawet, ha, ślub brałem. Tak więc wszystko zostaje w rodzinie. Artykuł został napisany poniekąd charytatywnie, bez żadnej umowy ani wynagrodzenia, nie sądzę więc, by miał ktoś za złe, że go tu umieszczam. A jeśli będzie miał, to jestem skłonny go usunąć. Choć nie bez porządnej kłótni ;)

Tekst jest o wyobrażeniu samurajów w popularnej kulturze Zachodu i dlaczego to wyobrażenie ma się jak pięść do nosa. Enjoy.

Dość często na spotkaniach z osobami w jakiś sposób interesującymi się Japonią – czy to w związku ze sztukami walki, historią tego kraju, czy japońską animacją – tematem naszych dyskusji staje się bushido. Albo może nie tyle bushido, co wyobrażenia na temat samurajskiej etyki. Filmy Kurosawy, powieści i gry fabularne (“Legenda Pięciu Kręgów”), oraz historie, przekazywane pocztą pantoflową wśród fanów wszystkiego co japońskie, prezentują raczej szeroki przekrój przez samurajską warstwę społeczną, lecz obraz przeciętnego samuraja, jaki utrwala się w umyśle ich odbiorcy, jest w dużej mierze ten sam. Och, jacy to samurajowie nie byli – uczciwi, honorowi, zdyscyplinowani, bez ustanku trenujący się w sztukach walki, okrutni dla wrogów lecz równocześnie potrafiący uszanować ich odwagę, znający się na literaturze i filozofii, jak pies wierni swemu panu, lecz równocześnie potrafiący odmówić mu racji, jeśli ten postępował niegodnie; niezwykle czuli na punkcie swojej dumy, lecz także świadomi iż największą cnotą jest powstrzymanie się od gwałtowności… Jak bohaterowie “Siedmiu samurajów”, oddający życie za biedną wioskę, którą przyrzekli bronić. Mało kto zwraca uwagę, że samurajem był również Washizu, bohater “Tronu we krwi” Kurosawy, który dążąc do coraz większych zaszczytów i władzy zabił swojego suwerena. Gdy wytknąć niekonsekwencje, nasz rozmówca stwierdzi że owszem, wielu samurajów nie było w stanie spełnić stawianych przed nimi oczekiwań, lecz mimo to będzie obstawał przy swoim.

Jedną z osób, które mógłbym wskazać palcem i oskarżyć, iż przynajmniej pośrednio winny jest takiemu stanowi rzeczy jest samuraj z okresu szogunatu Tokugawa, Yamamoto Tsunetomo.

Tsunetomo żył na przełomie XVI i XVII wieku – w czasach gdy wojny domowe były już zamierzchłą przeszłością. Sam, będąc biurokratą, który nigdy nie wyciągnął miecza aby walczyć, często marzył o tych minionych dniach, czytał stare dokumenty i wyobrażał sobie życie walecznych wojowników sprzed ponad stu lat – aż w końcu z dostępnych sobie informacji zaczął konstruować to, co uważał za samurajski kod etyczny, jakim kierowali się wojownicy w okresie sengoku (dosł. “kraj w wojnie”). Po śmierci swojego pana, Nabeshimy Motoshige, gdy władze zabroniły mu popełnić rytualne samobójstwo, przeprowadził się do niewielkiej chaty w górach. Tam po pewnym czasie zaczęli odwiedzać go młodzi samurajowie, chłonący jego opowieści o dobrych dawnych dniach, gdy mężczyźni byli mężczyznami, a honor nie był pustym słowem. Jednym z uczniów Tsunetomo był Tashiro Tsuramoto, który po śmierci swojego nauczyciela, na podstawie przeprowadzonych rozmów i udzielanych wykładów, spisał dzieło o nazwie “Hagakure” (“Ukryte pomiędzy liśćmi”).

“Hagakure” jest zbiorem pouczeń i przypowieści, opisujących jak wyglądało – czy raczej jak zdaniem autora powinno wyglądać – życie honorowego samuraja. Głównym przesłaniem książki jest stwierdzenie, iż celem życia wojownika jest śmierć, a wszystko co czyni, powinien czynić z myślą, iż w każdej chwili może umrzeć. Nawet pouczenie o tak podstawowej czynności jak codzienne mycie się jest uzasadniane sytuacją, w której samuraj napotyka na swojej drodze silniejszego od siebie przeciwnika i umiera w walce – a przecież w takiej sytuacji należy być schludnym i zadbanym, aby nie pozostawić po sobie brudnych zwłok, co oznaczałoby dyshonor (dokładnie taki przykład daje nam autor w pierwszym rozdziale książki). Skutkiem takiego postawienia sprawy “Hagakure” już w chwili powstania uważane było za dzieło nie przystające do rzeczywistości i zbyt ekstremalne. Autorowi łatwo było mówić o honorowej śmierci, gdy samemu żył w czasach pokoju. Jest w tym coś ze słów lorda Farquada ze “Shreka” gdy ten w przemowie do swoich żołnierzy stwierdza: “Wiem, że wielu z was zginie, ale jest to ofiara, którą gotowy jestem ponieść”.

Tsunetomo oraz jego uczeń, Tsuramoto, przedstawiają obraz idealnego samuraja, taki właśnie jaki egzystuje w świadomości fana japońskich sztuk walk, szczególnie na Zachodzie, lecz również wśród współczesnych Japończyków. Za ten stan rzeczy odpowiada fakt, iż w pierwszej połowie XX wieku dziełem – wtedy jeszcze mało znanym – zainteresowali się japońscy nacjonaliści. “Hagakure” było szczególnie popularne wśród oficerów japońskiej armii podczas drugiej wojny światowej, a znajdujące się we wstępie książki słowa “Drogę Samuraja odnajduję w śmierci” z pewnością stały się inspiracją dla wielu żołnierzy walczących w pierwszych szeregach. W ten właśnie sposób – od schwytanych oficerów, oraz nacjonalistycznych historyków – wygrywający wojnę Amerykanie zapoznali się bliżej z przedstawionym w “Hagakure” wyidealizowanym etosem, który nakazywał pilotom kamikaze rozbijać swoje samoloty o burty amerykańskich statków.

Przed drugą wojną światową “Hagakure” było tak mało znane japońskim czytelnikom, że Inazo Nitobe, autor książki “Bushido: Dusza Japonii”, przez długi czas uważał iż to on sam wymyślił termin bushido – termin, który możemy znaleźć właśnie w zacytowanym powyżej wstępie do “Hagakure”. (Pisze o tym na przykład G. Cameron Hurst, profesor orientalistyki Univerisity of Kansas w swojej książce “Death, Honor, and Loyalty: The Bushido Ideal”).

Nitobe, sam chrześcijanin, człowiek żyjący na zachodnią modłę, pisał swoją książkę z myślą o Amerykanach i Europejczykach, którym chciał przybliżyć japońską kulturę. Żyjąc na przełomie XIX i XX wieku Nitobe miał jeszcze mniejszą niż Tsunetomo – czyli praktycznie żadną – styczność z biorącymi udział w bitwach samurajami. Jego dzieło pełne jest porównań z kulturą zachodnią, a wyłaniająca się z niej postać samuraja to człowiek oczytany, czuły na piękno otaczającego go świata i z rzadka tylko, gdy to absolutnie konieczne, sięgający po miecz. Jego poglądy nie są tak ekstremalne jak u Tsunetomo, lecz równocześnie Nitobe nawet nie wspomina o tym jak przedstawiony przez niego kodeks miał się do rzeczywistości, opisując wyłącznie sytuację idealną.

Pewnych informacji, które przeczą takiemu obrazowi, mogą dostarczyć nam dwie dostępne na polskim rynku książki: “Samurajskie chorągwie” autorstwa Yasushi Inoue, oraz “Księga pięciu kręgów” samego Musashiego Miyamoto.

“Samurajskie chorągwie” to powieść historyczna – nie porywa niezwykłą fabułą, ani niespodziewanymi zwrotami akcji, lecz za to dość wiernie opisuje życie samurajów w służbie Takedy Shingena, jednego z największych daimyo okresu sengoku.

W 1541 roku Shingen, w młodości znany pod imieniem Harunobu, siłą odebrał władzę swojemu ojcu, Nobutorze, i zesłał go na banicję. Podczas przewrotu po stronie Shingena stanęło wielu wasali jego ojca, zmęczonych ciągłymi wojnami prowadzonymi przez tego ostatniego, oraz liczących na wpływowe stanowiska na dworze młodego władcy, w nadziei że okaże się on tylko marionetką w ich rękach. Szybko jednak stało się jasne że Shingen mimo młodego wieku w polityce radzi sobie znakomicie, a co więcej, kontynuuje wojny rozpoczęte przez Nobutorę. W związku z tym zamiast starać się go kontrolować, wasale skupili się na rywalizacji o jego względy.

W tym momencie na scenę wkracza główny bohater książki, Kansuke Yamamoto. Wraz z pewnym roninem o nienajlepszej reputacji inscenizują napad na Nobutorę, w trakcie którego Kansuke zabija swojego wspólnika, aby samemu, jako wybawca Nobutory – który mimo wszystko był ojcem Shingena i nawet po utracie władzy pozostał wpływowym człowiekiem – zostać przyjętym na służbę do Takedów. Tam szybko zdobywa zaufanie młodego władcy i odtąd razem planują i podbijają coraz to nowe prowincje, a kulminacyjnym momentem ich zwycięskiego pochodu przez wschodnią Japonię jest wielka bitwa pod Kawanakajimą w 1561 roku, w której siły Shingena starły się z wojskiem innego wielkiego wojownika tej epoki – Uesugi Kenshina. Jednakże jeśli ktoś pomyśli, że po prezentującym dno moralne wstępie bohaterowie książki dostępują oświecenia, to grubo się pomyli. Ze wszystkich postaci historycznych przedstawionych w “Samurajskich chorągwiach” jedynie wodzowie obydwu armii wybijają się ponad innych jako osoby honorowe – jeśli nie liczyć sposobu w jaki Shingen objął władzę – i przestrzegające wyidealizowanego kodeksu samurajskiego. Owszem, Kansuke, główny projektant większości intryg, dochowuje wierności Shingenowi, a w kluczowych momentach potrafi wykazać odwagę graniczącą z brawurą. Lecz jeśli chodzi o jego dobre strony to by było mniej-więcej na tyle: w życiu prywatnym cynik i cwaniaczek, pojedynki wygrywa podstępem, a zamki zdobywa za pomocą szantażu i morderstwa. Wątpliwe, by kiedykolwiek słyszał o zasadach, na podstawie których sto pięćdziesiąt lat później Yamamoto Tsunetomo zbudował swój system etyczny.

Z drugiej strony, wygrywanie bitew i zdobywanie ziem za pomocą podstępu oznacza, że setki wojowników, którzy mogliby zginąć w walce, powrócą cało do domów. Podbite w ten sposób miasta i wioski nie zostaną spalone i splądrowane. Dorobek całych pokoleń nie zostanie zniszczony, a tysiące niewinnych mieszczan i wieśniaków zachowają życie, które straciliby w “honorowej” wojnie pomiędzy dwoma nieskazitelnymi generałami. Więc może coś jest na rzeczy.

Podobnie praktycznym podejściem do etyki charakteryzuje się Musashi Miyamoto, znany chyba wszystkim niepokonany japońskim szermierz. Musashi podobno prawie nigdy się nie mył w obawie przed niespodziewanym atakiem, a dużą rolę w jego byciu niepokonanym grał zapewne fakt, iż mierzył 180 centymetrów wzrostu, a walczył dwoma mieczami, w tym długim tachi, co – biorąc pod uwagę średnią wzrostu w feudalnej Japonii – już samo z siebie dawało mu pewną przewagę nad przeciwnikami. Chociaż oczywiście nie można mu odmówić umiejętności i uznać jego styl za prymitywną siekaninę.

Pod koniec swego obfitującego w pojedynki życia Musashi osiadł w pustelni na górze Iwato. Tam też napisał “Gorin no sho” – “Księgę pięciu kręgów”, w której zawarł chyba najprostsze i najbardziej uniwersalne przesłanie, dotyczące sposobu prowadzenia walki: “Cała rzecz polega na tym, że kiedy chcesz zarąbać na śmierć swego wroga, masz ciąć tak, by ten zginął”. Dla Musashiego ważny był wynik pojedynku – nie sposób, w jaki pojedynek został rozstrzygnięty. Swego pierwszego przeciwnika zabił podobno w wieku lat trzynastu, chwytając go za kimono, unosząc nad głowę i rzucając z całej siły o ziemię. Sama “Księga” napisana jest językiem niezwykle prostym, brak w niej artystycznych przenośni, czy anegdot: wyraźnie widać że Musashi literatem nie był i wierszy nie pisał – czego “Hagakure” niemalże od samurajów wymaga.

Lecz Musashiego i Tsunetomo dzieli sto lat, w czasie których wiele się zmieniło. W roku 1600 wygrana w bitwie pod Sekagiharą – największej samurajskiej bitwie w historii, w której notabene Musashi podobno uczestniczył jako szeregowy żołnierz – pozwoliła Tokugawie Ieyasu przejąć władzę w Japonii. Zakończył się długi okres wojen domowych, do którego tak tęsknił Tsunetomo, a który doprowadził Japonię na skraj ruiny. Ieyasu doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli chce zaprowadzić pokój i zagwarantować władzę swojej rodzinie, musi ukrócić samowolę prowincjonalnych daimyo, a nawet więcej: rozciągnąć kontrolę nad całą klasą samurajów. W roku 1615 zostało wydane “Buke-shohatto”, zbiór zakazów i nakazów regulujących życie samurajów. Juz w pierwszym artykule zamieszczono nakaz studiowania literatury – obok którego oczywiście znajdowała się zachęta do kultywowania sztuk wojennych, lecz późniejsi szogunowie, wydając kolejne “Buke-shohatto”, kładli coraz większy nacisk na naukę sztuk pięknych, a o sferze militarnej powoli zapominano. Paradoksalnie, skutkiem takiej właśnie polityki Yamamoto Tsunetomo był wykształconym, oczytanym człowiekiem, który mógł poświęcać czas na studiowanie starych dokumentów. W czasach, które Tsunetomo uznawał za złoty wiek samurajów, mało który wojownik potrafił pisać lepiej od Musashiego Miyamoto, jak również mało który był tak honorowy, jak opisuje to “Hagakure”. Natomiast w sto, sto pięćdziesiąt lat później, za życia Tsunetomo, samuraj wyciągał miecz głównie do pojedynków, które toczył często o bardzo błahe sprawy.

Aby nie zostać posądzonym o stronniczość muszę jednak wspomnieć o przynajmniej jednym wyjątku od tej reguły. W 1702 r. 47 samurajów z hanu Ako pomściło śmierć swego pana, Asano Naganoriego, zabijając daimyo, który doprowadził do śmierci Asano. Sprawa nabrała wielkiego rozgłosu, opinia publiczna była zachwycona postawą samurajów, lecz władze potępiły ich samowolę i skazały na honorową śmierć poprzez popełnienie seppuku. Decyzja ta była trudna i kontrowersyjna, ponieważ władze doskonale zdawały sobie sprawę, że skazani postąpili po prostu według zasad etyki promowanej przez szogunat. W uzasadnieniu wyroku znalazł się więc zapis, że zemsta jest czynem usankcjonowanym przez prawo, o ile mściciel zgłosi wcześniej swój zamiar odpowiednim urzędnikom – tak więc nie sama zemsta stała się przyczyną wydania wyroku, ale fakt iż skazani dopuścili się samowoli.

Przykładem honorowych samurajów może też być Shinsengumi, oddział wojowników utrzymujący porządek w Kyoto w ostatnich latach szogunatu Tokugawa – lecz ich historia jest tak skomplikowana, że wymagałaby przynajmniej drugiego takiego artykułu. Na zakończenie chciałbym więc tylko stwierdzić, że owszem, wśród samurajów – zarówno tych z okresu sengoku jak i z czasów Tokugawów – zdarzały się jednostki wybitne, bliskie ideałowi jaki przedstawił Inazo Nitobe w “Bushido”, lecz nie było ich więcej niż w jakiejkolwiek innej kulturze, która wykształciła uprzywilejowaną klasę wojowników, a samo bushido nie było stałym i niewzruszonym kodeksem honorowym, lecz raczej czymś, co każdy interpretował po swojemu. Lub nie interpretował w ogóle, jak większość samurajów którym zależało wyłącznie na pensji, jaką dostawali za poprawne wykonywanie rozkazów i nie zastanawianie się nad ich moralnymi konsekwencjami. Dla nas jednak ważniejsze od autentyczności książki Nitobe powinno być coś innego: czy fakt, iż bushido nie było dla większości samurajów tak ważne, jak opisują to na Zachodzie, cokolwiek zmienia? Czy ludzie ćwiczący kenjutsu powinni przerzucić się na naukę dźgania sztyletami w plecy, a aikidocy – dołączyć do swojego repertuaru technik wydrapywanie oczu i kopnięcia w krocze? A może powinniśmy machnąć ręką na historię i z uporem maniaka dążyć do ideału? A może znaleźć jakiś złoty środek? Myślę,że na te pytania każdy z nas musi sobie sam znaleźć odpowiedzi.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s