Hola and bonjour
Witam nowych czytelników, jak również tych, którzy z nudów przeklikali się na początek tego bloga. W chwili gdy piszę te słowa jest to co prawda jeszcze niemożliwe (w gruncie rzeczy blog jeszcze nie istnieje, a ja siedzę w Coffeeheaven i staram się zmusić OpenOffice na moim netbooku do współpracy), ale wychodzę z optymistycznego założenia, że już wkrótce moje notki zajmą więcej niż jedną stronę WordPressa.
Blog ten założyłem, oraz nadałem mu taką nazwę, jaką nadałem, z dwóch powodów, które już śpieszę wyjaśnić:
Po pierwsze, bo tak
Otóż, dawno dawno temu pisałem magisterkę. Mniej-więcej w połowie pracy nad nią stwierdziłem, że warto być może założyć anglojęzycznego (magisterkę pisałem w tymże języku) bloga, by prowadzić na nim dziennik postępów mojej pracy, motywować się, oraz być może zainteresować tym jakiegoś native speaker’a i namówić go do sprawdzenia za friko moich wypocin pod względem gramatyki i słownictwa. Do tego celu wybrałem serwis LiveJournal.com, w owych czasach całkiem nowatorski i modny. LiveJournal, w skrócie LJ, wymagał nazwy użytkownika pisanej małymi literami i bez spacji – i oczywiście wszystkie krótkie tytuły były już zajęte. Nie chciałem nazwać swojego bloga pracamgr123 ani dupa666, i na szczęście nie musiałem. Moja praca magisterska dotyczyła z sieci neuronowych i ich wykorzystania do kontrolowania autonomicznych jednostek podejmujących decyzje, czyli tak zwanych agentów. Wystarczyło pomyśleć nad tym chwilę po piwku, albo dwóch, aby wybór nazwy dla bloga był oczywisty. Powstał makingthematrix.livejournal.com i tak już zostało.
O dziwo, wszystkie moje plany zostały uwieńczone sukcesem: magisterkę napisałem, obroniłem (choć wymagało to trochę stawania na głowie – może innym razem o tym opowiem), a blog zaczął żyć własnym życiem. I pączkować. Obecnie z nicka makingthematrix korzystam wszędzie, gdzie w innych sytuacjach przy zakładaniu konta zmuszony byłbym korzystać z cyferków (nawiasem mówiąc, username dupa666 najczęściej i tak jest zajęty).
Teraz więc, gdy zdecydowałem się założyć polskojęzycznego bloga, stwierdziłem, że nie ma sensu kombinować z nową nazwą.
Drugi powód jest równie banalny. Mieszkam kilkanaście kilometrów za Warszawą. Nie mam samochodu. Od marca do października dojeżdżam do pracy skuterem. Jest to wspaniała chińska maszyna, dostarczająca mi codziennej dawki adrenaliny, jeśli tylko warunki pogodowe na to pozwalają. Jednakże gdzieś w połowie jesieni nadchodzi taki moment, że przestają pozwalać, a przynajmniej ja mam już dość jeżdżenia po ciemku po mokrych, dziurawych drogach, i na kilka miesięcy przesiadam się do autobusów. Droga do pracy wydłuża się znacznie, poziom adrenaliny spada, ale za to mam czas na nadrabianie zaległości w lekturze i – jak to właśnie postanowiłem – pisania bloga.
Blog ten będzie koncentrował się głównie na dwóch moich największych pasjach: sztukach walki, ze szczególnym naciskiem na aikido, oraz co mniej konwencjonalnych metodach sztucznej inteligencji. A że szczęśliwym zbiegiem okoliczności są to również dwa główne motywy filmu The Matrix, to przy okazji nazwa bloga znajduje pewne uzasadnienie 
Zdaję sobie sprawę, że o jednym i drugim dość trudno jest pisać. Książki o aikido zazwyczaj zaczynają się od teoretycznego i historycznego wstępu, ale ich główna część to zdjęcia i szkice. Jedna chyba tylko pozycja, „Aikido i dynamiczna sfera” Adele Westbrook i Oscara Ratti odchodzi od tego schematu, ale jej akurat nie lubię – jest zbyt wydumana jak na mój gust. Wolę bardziej praktyczne podejście. Dlatego w swoich notkach na temat aikido będę wspomagał się filmami z youtube, starając się komentować je w przejrzysty sposób. Inspiracji, mam nadzieję, będą dostarczać mi treningi.
Z pisaniem o sztucznej inteligencji sprawa jest trochę inna. Materiałów na ten temat jest dużo, ale najczęściej jest to literatura fachowa, skierowana do czytelnika o solidnych podstawach naukowych, a i też nierzadko są to artykuły pisane tylko po to, by autor poprawił swoje statystyki publikacji i późniejszych cytowań i w związku z tym przejrzystość tekstu pozostawia dużo do życzenia. Artykułów popularno-naukowych, pisanych przez entuzjastów, bądź naukowców, chcących przybliżyć temat laikom, ale też bez zbytniego upraszczania, jest już mniej. No, zobaczymy, może uda mi się trochę zwiększyć ilość tekstów tego drugiego typu.
Wpisy postaram się zamieszczać… hmmm… postaram się, aby co najmniej raz na dwa tygodnie coś się tutaj pojawiało. Jednakże wolę dłuższe, dobrze przemyślane teksty, i możliwe że czasami po prostu nie zdążę. Oczywiście może się też okazać, że napiszę kilka ambitnych zapowiedzi, a następnie stwierdzę, że już mi się nie chce i żadna więcej notka nie powstanie.
I tym optymistycznym akcentem – do napisania.